link lewa link prawa

W laboratorium nowych technologii dla dzieci każdy może zostać konstruktorem

Udostępnij Tweetnij Wykop
fot. WP.PL, FabLab
Warsztaty dla majsterkowiczów, na których dzieci same budują i wymyślają produkty codziennego użytku? Warszawski FabLab to Fabryka Nowych Możliwości. Jedynym ograniczeniem jest nasza wyobraźnia.

Poranne wstawanie w dzień wolny od zajęć szkolnych nigdy nie należy do najprzyjemniejszych, ale na tych „lekcjach” dzieciaki nie muszą siedzieć prosto w ławkach i karnie notować uwag nauczyciela. Tu mają błysnąć wyobraźnią i odrobiną sprawności manualnej. Co to za miejsce?

FabLab, czyli pracownia, gdzie można urzeczywistnić nawet najbardziej śmiałe pomysły. To tu spotykają się konstruktorzy, majsterkowicze, wizjonerzy, ale też stolarze, czy elektronicy. FabLaby można znaleźć dziś we wszystkich największych polskich miastach. Ten w Warszawie jest wyjątkowy, bo tu swoje marzenia realizują najmłodsi.

- Zajęcia prowadzone w FabLabie są po to, by pobudzać kreatywność uczestników przy użyciu nowych technologii. Jest to też element misji Fundacji Orange. Wykonywanie przedmiotów, gadżetów czy zabawek jest często pretekstem do nauki zaawansowanego oprogramowania, zasad projektowania, a nawet obsługi skomplikowanych urządzeń. FabLab łączy znane nam dobrze prace ręczne z programowaniem, elektroniką i tym wszystkim, co wynika z informatyzacji – mówi Małgorzata Kowalewska z Fundacji Orange.

Źródło: FabLab

Zajęcia w stołecznym FabLabie, odbywają się przy Twardej 14/16. Przygotowane są z myślą o dzieciach, które nie mają okazji na co dzień pracować z profesjonalnymi narzędziami m.in. stolarskimi, czy krawieckimi.

Warsztaty, które mieliśmy okazję obserwować w sobotę, zostały podzielone na dwie grupy. Pierwsza miała za zadanie przygotować pokrowce na tablet albo laptopa. Druga – stworzyć pieczątki według własnego projektu. Zadań podjęły się kilkunastoosobowe zespoły dzieci w wieku od 8 do 12 lat.

Laser do wycinania papugi
W FabLab atmosfera pracy daleka jest od szkolnej musztry. Makerspace, czyli otwarta przestrzeń, gdzie stoją krzesła, stoły, kanapy i pufy – to miejsce, gdzie konstruktorzy spotykają się na początku warsztatów i toczą ożywione dyskusja, jak zabrać się do pracy.

Dodatkowa pomoc to białe szablony papieru, flamastry oraz prowadzący z FabLab, którego można zasypać pytaniami.

Zadanie numer jeden, którego zwieńczeniem miało być stworzenie pieczątki, na początku polegało więc na przelaniu dowolnych pomysłów na papier. Każdy mógł narysować, co tylko chciał, z tym zastrzeżeniem, że później trzeba będzie dokonać wyboru. Kartki w okamgnieniu pokrywały się bajkowymi postaciami. Ada narysowała ogromnego smoka z długim ogonem, Olek rycerza, a Adam stwierdził, że zaprojektuje logo swojej firmy, którą razem z kolegą planują założyć. Opiekun grupy czujnie moderował tę burzę mózgów – doradzał, podpowiadał, konsultował pomysły.

W pokoju obok odbywała się inna narada. Animatorka pomagała dzieciom uszyć pokrowiec na laptopa albo tablet. Początki wcale nie były łatwe, ponieważ od razu trzeba było podjąć trudną decyzję, jaki wzór ma się znaleźć na tymże pokrowcu: papugi, słonia, poroża jelenia czy może jeszcze inny. Każdy z uczestników musiał więc dokładnie zmierzyć prostokątny kawałek czarnego filcu i mydłem krawieckim zaznaczyć miejsce, od którego miała zaczynać się ozdoba na kawałku materiału – na środku, trochę z boku czy najbliżej krawędzi. Raz podjętej decyzji nie dało się odwołać, bo oznaczony wzór był następnie wycinany na ploterze laserowym.

Źródło: FabLab

– Ile to jest czterdzieści pięć podzielić na dwa? – pytał Radek.
Kolega obok, nie czekając na odpowiedź pani, wyjął z kieszeni smartfona i szybko obliczył na kalkulatorze: - Dwadzieścia dwa i pół – odpowiedział triumfalnie.
– Ale ile to jest na miarce?! – niecierpliwił się Radek.
Opiekunka grupy przyszła z pomocą, by pokazać milimetrowe wartości.

Czarodziejska drukarka 3D
Gdy w pracowni krawieckiej trwały prace nad pokrowcem, druga grupa dzieci – dochodziła godz. 11 – musiała złapać oddech. Można napić się herbaty, zregenerować siły albo pobiec do rodziców, którzy mogą obserwować dzieciaki przy pracy.

Podczas przerwy największe wrażenie robiła jednak drukarka 3D i stworzone przez nią modele.

- W jednej ze szkół za wielką atrakcję robił chłopiec, któremu wydrukowaliśmy protezę palca. Palec został wyposażony w bajer w postaci lasera. Kolegom i koleżankom tak się spodobało, że same chciały mieć coś takiego – wspomina Jarek z FabLabu.

Ale za chwilę dodaje: – Szkolimy starsze grupy z obsługi drukarki 3D, aby mogły w razie konieczności wykonywać takie rzeczy samodzielnie.
Gdy po krótkiej przerwie dzieci wracają do zajęć, praca nad pieczątkami wkracza w decydującą fazę. Teraz spośród wszystkich rysunków trzeba wybrać trzy i wykonać je raz jeszcze, ale tym razem w pomniejszonej skali oraz w taki sposób, aby wszystkie malowidła zmieściły się w jednej niewielkiej ramce.

Jarek powycinał dla dzieciaków kwadratowe kawałki listewek z uchwytami na palce. To ich przyszłe pieczątki. W prototypowni czeka matryca ze specjalnego tworzywa. Z niej zostaną wykrojone formy pasujące rozmiarem do listewek. Z tego powstaną gotowe stemple.

- Pamiętajcie, aby pokolorować wasze rysunki grubą warstwą flamastra. W przeciwnym razie pieczątka nie wchłonie odpowiedniej ilości tuszu i nie będzie zostawiała śladu – instruuje opiekun grupy.

Druga grupa „krawców i szwaczek” też nie próżnuje. Teraz ma jednak nowe zadania. Wycięte wzory w czarnym filcu trzeba wypełnić barwnym materiałem tak, żeby papuga była kolorowa, a słoń nie był przezroczysty. Czerwone, zielone czy fioletowe motywy mają być starannie wycięte, żeby wypełnić nimi puste elementy gotowego wzoru i podkleić od drugiej strony – materiał musi mocno trzymać się filcu. Ale na tym nie koniec pracy. Etui na tablet czy laptopa musi być głębokie, a to oznacza, że trzeba zszyć filc nićmi z jednej strony, aby było do czego wsunąć elektroniczny sprzęt i mieć pewność, że nie wypadnie.

Dzieciom wystarczy nie przeszkadzać
Ile czasu potrzebowały dzieciaki, przywiązane na co dzień do swych komórek i komputerów dzieciaki, by wymyślić i uszyć pokrowiec oraz wymyślić i zrobić pieczątkę. Warsztaty trwały zaledwie trzy godziny. Oczywiście byłoby dużo trudniej, gdyby nie Jarek i jego niezawodny ploter laserowy, który szybko i dokładnie wycina wszystkie formy.

A takich czarodziejskich urządzeń jest w FabLabie więcej. Podczas kolejnych warsztatów można skorzystać ze wspomnianej drukarki 3D, maszyn do szycia, ale także frezarek do drewna albo stacji lutowniczych. To jedyne miejsce w Warszawie gdzie w jednym miejscu zgromadzono wyposażenie kilku różnych specjalistycznych warsztatów. I co najważniejsze bezpiecznie mogą korzystać z nich nawet dzieci. Trzeba tylko mieć odwagę i pomysł… by zrobić to wszystko samemu.

FabLab powered by Orange to miejsce stworzone przez Fundację Orange i stowarzyszenie "Robisz.to". Zapisy na warsztaty – na stronie fablabtwarda.pl

Udostępnij Tweetnij Wykop